Żaden z powyższych

Drukuj

W dyskusji o sfałszowanych wyborach i zaskakująco wysokiej liczbie głosów nieważnych do sejmików komentatorom umyka fakt, że jest to często świadomy wybór obywateli. Obywateli, którzy w wyborach samorządowych idą do urn, ale nie po to, żeby głosować na sejmik wojewódzki i na partie, które wystawiają do nich listy.

Liczba głosujących na wójtów, burmistrzów i prezydentów, na radnych sejmików, rad powiatów i rad gmin jest taka sama. Jednak świadomość wyborców odnośnie funkcjonowania tych organów jest bardzo różna. Kompetencje sejmiku wojewódzkiego nawet dla osób interesujących się polityką są niejasne. Odbywają się do nich wybory partyjne, ale bez znanych z telewizji nazwisk. Czyli ciasto z kruszonką bez kruszonki.

Są oczywiście marszałkowie, udzielni książęta, utożsamiający promocję województwa z promocją swojej osoby. Jednak polityka w sejmikach w odbiorze społecznym nie istnieje. Z sejmików przebijają się dwie informacje. O dzieleniu wielkiej kasy unijnej, w mniej lub bardziej bezstronnych konkursach, w zasadzie bez społecznej debaty. I o skandalach – seks i korupcja zawsze dobrze się sprzedają.

Sejmiki to idealny azyl dla wszystkich, którzy pragną profitów z władzy bez nieprzyjemnych konsekwencji nadmiernego zainteresowania wścibskich mediów czy NGOsów. To wielka władza z niewielką odpowiedzialnością i jeszcze mniejszą społeczną kontrolą.

Przed poprzednimi wyborami samorządowymi w 2010 roku na pytanie „jaki organ będziemy wybierać w najbliższych wyborach?” 18% ankietowanych odpowiedziało że radę powiatu, 28%, że radę gminy, 61%, że wójta/burmistrza/prezydenta. I tylko 7% że sejmik wojewódzki.

Ponad 1 250 tys. głosów wrzuconych w tamtych wyborach do urn było „pustych” – bez zaznaczonego żadnego kandydata do sejmiku – 8,6 % głosów oddanych w ogóle i aż 72% głosów nieważnych. W wyborach 2006 głosy „puste” stanowiły ¾ głosów nieważnych, prawie 10% wszystkich oddanych głosów (dokładnie 1 347 433). Dla porównania, głosów z więcej niż jednym zaznaczonym kandydatem (a więc potencjalnie „sfałszowanych) w wyborach do sejmików było 466 562 w 2010 i 395 415 w 2006 roku. A więc niemal tyle samo co w wyborach do rad powiatów (462 035 w 2010 i 383 490 w 2006 roku). Żadnego kandydata do rady powiatu nie zaznaczyło 365 733 wyborców w 2010 i 405 467 w 2006 roku, a więc ponad trzykrotnie mniej niż do sejmiku wojewódzkiego. Zmiany w kodeksie wyborczym wprowadzone w 2011 r. zlikwidowały obowiązek wyliczenia przyczyn nieważności głosów. Możemy tylko przypuszczać, że w ostatnich wyborach rozkład pomyłek i głosów z premedytacją oddanych na „żadnego z powyższych” ułożył się podobnie jak w poprzednich.

Swoją drogą, gdyby już „unieważniać” głosy (co bez współpracy całej komisji jest praktycznie niewykonalne) i fałszować wyborcze wyniki, czy nie lepiej byłoby robić to tam, gdzie korzyści i władza są większe? Np. w wyborach na wójtów, burmistrzów i prezydentów? Czemu Adamowicz, Dutkiewicz czy HGW nie dodali trochę krzyżyków na kartach swoich przeciwników, co dałoby im zwycięstwo w I turze?

Wyborcy, którzy pofatygują się w wyborach samorządowych do urn po to, żeby zagłosować na kandydata na wójta czy radnego gminy dostają listę nieznanych im nazwisk do organu, o którego zadaniach niewiele albo zgoła nic nie wiedzą. To, że wrzucają głosy puste świadczy o ich obywatelskiej świadomości. Gdyby wybory do sejmików odbywałyby się samodzielnie frekwencja w nich byłaby prawdopodobnie bardzo niska, porównywalna z radami osiedli funkcjonujących w dużych miastach.

Wyróżnikiem kandydatów w wyborach do sejmików jest najczęściej wyłącznie ich szyld partyjny. Podobnie jak zapewne wielu innych wyborców w wyborach do sejmiku oddałem głos nieważny, jako protest przeciwko dostępnej ofercie partyjnej. Protest stosunkowo bezpieczny, bo nierozstrzygający o tym, czy Polską rządzić będzie partia IV RP, czy „ciepłej wody w kranie”.

18 % nieważnych głosów do sejmików szokuje polityków. Nic dziwnego. Większość z nich została oddana przeciwko nim wszystkim.

Czytaj również