Sprzeczności i niezręczności

Drukuj

Polska dyplomacja zawiodła w kwestii bojkotu Ukrainy na Euro 2012, porażkę starając się nazwać sukcesem, a propozycje rozwiązań prawnych, które miałaby przyjąć Ukraina są wewnętrznie sprzeczne i najprawdopodobniej przeciwskuteczne.

Wiceminister spraw zagranicznych, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” twierdzi, że polityka polska na Ukrainie orientuje się aktualnie na rozwiązanie systemowe, które prowadzić mają do uwolnienia aresztowanych polityków, nie tylko samej Julii Tymoszenko i przestrzegania standardów państwa prawa. Jednak kryje się w tym sprzeczność – cywilizowany system wymiaru sprawiedliwości nie podlega politykom w swoim ani tym bardziej w ościennym kraju. Apelowanie o takie a nie inne rozstrzygnięcie do sądu w państwie prawa jest kuriozalne. Apel do Ukrainy o to, żeby reguł państwa prawa przestrzegała, z jednoczesnym sugerowaniem jak sąd (a w domyśle prezydent Janukowycz) ma podjąć decyzję w sprawie Tymoszenko jest oczywistą sprzecznością.

Czym innym jest apelowanie o zmianę prawa, co zamierza dziś zapowiedzieć na konferencji prasowej prezydent Bronisław Komorowski, któremu najwyraźniej szkoda było zmarnować okazji tylko z powodu odwołania szczytu w Jałcie. Jednak prawo nie działa wstecz, także sensowne skądinąd zniesienie odpowiedzialności karnej za podejmowane decyzje polityczne może co najwyżej objąć aktualnie rządzących Ukrainą, co chyba nie jest intencją Prezydenta RP. Jest też kwestia, na ile głoszone w dobrej wierze pouczenia ex cathedra mogą być skuteczne? Jak przyjęlibyśmy niemiecką lekcję o tym w jaki sposób rozliczać, przykładowo Leszka Millera i Zbigniewa Siemiątkowskiego w sprawie domniemanych więzień CIA w Kiejkutach? Jaką otwartością wykazaliśmy się na słowa Jacquesa Chiraca w kwestii wojny w Iraku i okazji do siedzenia cicho? Takie wystąpienia, o ile nie są poparte jakąś realną siłą (w postaci czy to kija czy marchewki) mogą przynieść więcej szkody niż pożytku ponieważ usztywniają partnera, który ustępując znajduje się pod pręgierzem własnej opinii publicznej. Nie wspominając już o bagażu historycznych zaszłości między naszymi krajami, co w tym przypadku ma znaczenie niebagatelne.

Lepiej już, żeby cała Unia występowała z takim moralnym wezwaniem, Polska mogłaby wykazać za to nieco więcej aktywności za kulisami, jak kiedyś Aleksander Kwaśniewski w czasie Pomarańczowej Rewolucji. Niestety wydaje się, że polska dyplomacja była zaskoczona zarówno deklaracjami zachodnich jak i wschodnich partnerów. Ujawniło się to zarówno w zapowiedziach bojkotu jak i szczytu Europy Środkowej i Wschodniej w Jałcie, gdzie Komorowski został złapany na klasycznym „spalonym”. Nie wiem doprawdy jak Roman Kuźniar mógł zinterpretować fakt odwołania szczytu, mimo jednoznacznych deklaracji o przyjeździe polskiego prezydenta, jako nasz sukces. Polska nie potrafiła wpłynąć ani na stanowisko niemieckie ani Komisji Europejskiej ani Kijowa. Potępienia rzucane pod adresem Ukrainy i wezwania do bojkotu rykoszetem uderzają w nas jako współorganizatorów imprezy, którzy choćby z przyczyn czysto praktycznych nie mogą odciąć się od wschodniego sąsiada. Dla polityków UE, w tym także polskich, możliwość przyłapania ich z Janukowyczem w jednym fotograficznym kadrze stała się jakimś przerażającym sennym koszmarem.

Jednak w przypadku Polski unikanie wszelkich kontaktów podczas wspólnej imprezy o historycznym wymiarze nie będzie łatwe. Ciekawe czy dojdzie do sytuacji kiedy polscy oficjele będą chyłkiem wymykać się ze stadionu, żeby tylko nie musieć z uśmiechem zakłopotania ściskać prawicy ukraińskiego prezydenta, który z kolei zapewne będzie robił wszystko, żeby nie znaleźć się w całkowitej izolacji. Przedsmakiem była wypowiedź Pawła Grasia, że polski rząd nie będzie ingerował w to, kogo organizatorzy zaproszą na uroczystość otwarcia. Nagle okazało się, że to eksterytorialne wydarzenie, które zupełnym przypadkiem trafiło akurat nad Wisłę, z którym polskie władze nie mają nic wspólnego. Przynajmniej wyjaśniło się czemu nie zmieniła się „przejezdność” pomiędzy polskimi miastami, w których rozgrywane będą mecze.

Czytaj również
  • KonradB

    Autor komentowanego artykułu napisał: „Jednak prawo nie działa wstecz, także sensowne skądinąd zniesienie odpowiedzialności karnej za podejmowane decyzje polityczne może co najwyżej objąć aktualnie rządzących Ukrainą, co chyba nie jest intencją Prezydenta RP”. Nie do końca można zgodzić się z tym stwierdzeniem. Wprawdze nie są mi znane rozwiązania przyjęte w ukraińskiej ustawie karnej, natomiast warto zwrócić uwagę na to, że polski Kodeks karny w art. 4 par. 4 stanowi, że „Jeżeli według nowej ustawy czyn objęty wyrokiem nie jest już zabroniony pod groźbą kary, skazanie ulega zatarciu z mocy prawa.” Zatem w pełni możliwe, nawet pożądane w demokratycznym państwie prawnym jest przyjęcie takiego rozwiązania, które w przypadku depenalizacji określonego zachowania, będzie pozwalało na uwolnienie od odpowiedzialności karnej skazanego za to zachowanie.