Poznajmy się

Drukuj

Arabska wiosna, poza obaleniem dwóch reżimów i nadwątleniem wielu innych, a także wywołaniem jednej wojny domowej, sprawiła, że na scenie międzynarodowej tyleż zdecydowanie, co nieoczekiwanie pojawił się nowy samodzielny czynnik – arabski vox populi. Niezależnie od efektów jakie przyniosą powstania w poszczególnych krajach, upodmiotowienia się arabskiego demosu nie będzie można już cofnąć.

Dla lokalnych satrapów i myślących w kategoriach postkolonialnych cynicznych dyplomatów zachodnich to sytuacja nowa i niewygodna. W świecie post 2011 trudniej będzie uprawiać starą sprawdzoną realpolitik. Polityka oparta na wartościach – wspieranie rozwoju liberalnej demokracji, obrona praw człowieka – wcześniej traktowana jako w najlepszym wypadku niegroźna fanaberia, dziś staje się potrzebą chwili.

Arabska wiosna i zabicie Bin Ladena mogą stać się historyczną klamrą symbolicznie zamykającą dekadę „Wojny z terroryzmem”. Społeczeństwa i media zachodnie, podobnie jak w czasach Solidarności, odruchowo lokują swoją sympatię po stronie protestujących prowadzących nierówną, często beznadziejną walkę z bezwzględnymi dyktatorami . Zachodnia opinia publiczna zaczyna postrzegać muzułmanów już nie jako terrorystów, ale ludzi, którzy domagają się godności, szacunku i prawa decydowania o samych sobie. Także wizerunek Zachodu, jeśli ten unikać będzie dawnej hipokryzji i stosowania podwójnych standardów, może na trwale zmienić się w świadomości narodów arabskich.

Od tego, po której stronie się opowiemy – protestujących, czy tych, którzy do nich strzelają, katów czy ich ofiar, od tego czy będziemy w stanie skutecznie wesprzeć kiełkujące na pustyni ziarno demokracji, zależy nie tylko nasza moralna samoocena, ale też przyszłość regionu basenu Morza Śródziemnego. Polacy słuszni dumni są ze swojej solidarnościowej rewolucji, ale bez stabilizującego wpływu z zewnątrz: Unii Europejskiej i NATO nasze ostatnie dwudziestolecie mogło wyglądać zupełnie inaczej.

Na świecie porównywano arabską wiosnę do pokojowych rewolucji w Europie Środkowej z roku 89. Bohaterowie „Jesieni Ludów” jakby najmniej poczuwają się do ideowego pokrewieństwa. Wprawdzie zgodnie twierdzimy, że nasze doświadczenia mogą być dla Arabów niezwykle przydatne, jednak zwykle kończy się na banalnych ogólnikach.

Nie mamy nic ciekawego do powiedzenia o sobie, bo tak naprawdę nic o sobie nie wiemy. W każdym razie nic, co mogłoby interesować kraje, które przechodzą (pytanie – czy podobną do polskiej?) transformację ustrojową. Nasza droga do niewątpliwego sukcesu po roku 89 jest mocno nieprzemyślana, wielu wyborów dokonaliśmy bezrefleksyjnie, pod wpływem chwili. Dorobiliśmy do nich potem powierzchowne uzasadnienia, które dziś przyjmujemy za pewniki. Brakuje nam też ciekawości świata, konfrontowania swoich wyobrażeń o nim z rzeczywistością, umiejętności przełożenia własnych doświadczeń na język uniwersalnych pojęć.

VIII numer „Liberte!” jest próbą zmierzenia się z tym wyzwaniem. Analizujemy w nim to, co wydarzyło i wciąż dzieje się w krajach arabskich, w odniesieniu do naszych niedawnych doświadczeń transformacyjnych. Nie mamy poczucia spełnienia, zaledwie rozpoczęliśmy temat, licząc, że będzie to początek poważnej debaty.

Poznając innych zmieniamy siebie. Ale dopiero opowiadając innym o sobie, tak naprawdę siebie poznajemy.

Czytaj również