Jest-że dla lewicy przyszłość jaka?

Drukuj

Śmierć marksizmu oznaczała  koniec lewicowego „wielkiego projektu” w wymiarze idei. Nawet walka klas zdradziła rewolucję. Dziś chodzi na pasku burżuazji, która dość ma płacenia lawinowo rosnących rachunków państwa opiekuńczego. Stwarzając je, w cieplarnianych warunkach powojennego wzrostu gospodarczego i demograficznego, demokratyczni socjaliści sami odebrali sobie rację istnienia. Postępujące bankructwo welfare state zmusza lewicę do permanentnej defensywy, tym bardziej zażartej, że beznadziejnej. Lewica nie ma pomysłu na trudne czasy. Stać ją wyłącznie na mnożenie roszczeń. Stawia żądania, nie pytając o konsekwencje. Mimo napięć związanych z kryzysem ekonomicznym traci, ponieważ nie jest w stanie przedstawić alternatywy.

Lewica kwestionuje istnienie obiektywnej prawdy – „prawda jest polityczna!” – bo tylko stosując konsekwentnie powiedzenie – „prawda jest jak dupa, każdy ma swoją” może każdą kwestię sprowadzić do ideologicznego wyboru konkurencyjnych dyskursów zamiast analizy faktów.

Lewica nie przyjmuje do wiadomości, że dla jej programu nie ma dziś odbiorców. Liberalna obyczajowo, wykształcona klasa średnia z dużych miast nie kupi gospodarczej utopii, naruszającej jej żywotne interesy. Coraz liczniejsza, młodsza i zamożniejsza część społeczeństwa funkcjonuje jakby poza systemem – w  zamkniętych osiedlach, prywatnych szkołach i przychodniach. Z państwem łączy je jedynie danina składana z każdą korporacyjną pensją. Jednocześnie żyjący na garnuszku państwa konserwatywni mieszkańcy wsi i małych miasteczek nie są w stanie zaakceptować  domagających się tych samych praw, co pary heteroseksualne „zboczeńców”, palących marihuanę „ćpunów”, nauk o feminizmie i politycznej poprawności  aroganckiej „warszawki”.

Lewica, gdyby przyjęła te fakty do wiadomości, musiałaby złożyć broń, skapitulować przed rzeczywistością. Dlatego wybrała inną drogę, drogę intelektualnej zabawy. „Wy udajecie, że poważnie traktujecie to, co głosicie, a my udajemy, że wam wierzymy”. Lewicowość w wydaniu polskiej nowej lewicy dostarcza atrakcyjnej tożsamości. Jest sposobem na życie, formą rozrywki, ale nie można  uznać jej za poważną propozycję polityczną. Lewica na modnych klubowych imprezach fantazjuje o politycznej przemocy, maskując erudycyjnymi popisami kryjącą się za tym pustkę.

Czy należy w związku z tym z lewicą walczyć? Niekoniecznie. W wielu kwestiach – znaczenia integracji europejskiej, swobód obyczajowych – liberałom i lewicy jest po drodze. Nawet jeśli za swojego głównego przeciwnika lewica obrała liberalizm, nie oznacza to, że należy jej odpłacać pięknym za nadobne. Lewicę trzeba poznać. Z lewicą trzeba się spierać. Lewicę trzeba odrzeć ze wszystkich przebrań, w jakie się stroi, próbując zrobić na nas wrażenie i zobaczyć ją taką, jaka jest. Robimy to w VI numerze „Liberté!”.

Czytaj również
  • Libi

    Fakty Leszku są takie (skoro jesteś tak do nich przywiązany), że lewicowe SLD ma 15% a liberałowie coś około zera. Cały więc twój wywód o osiedlach, pełnych liberałów i konserwatywnej prowincji rozmija się całkowicie z tymiż faktami.
    Sugerując istnienie obiektywnej prawdy (swoją droga, czyżby istniała inna) ujawniasz swoje przywiązanie do konserwatywnego punktu patrzenia na rzeczywistość. O jakich zresztą faktach piszesz? Że Szwecja nie jest socjaldemokratyczna, czy może o tym, że faktycznie nie żyje się tam aż tak dobrze etc. Jak zdefiniujesz sukces danego społeczeństwa. Może tak jak to w naiwny sposób robi Szejnfeld, dziwiąc się, że ludzie w swojej większości nie czują zadowolenia z 4 procentowego wzrostu gospodarczego.
    Bo widzisz, czytają „krytykę polityczną” i „rozprawianie się z mitami” przez liberalny, w sporym stopniu FOR, muszę powiedzieć, że stojąc po stronie FORu, wiedzę bez porównania mocniejszą i wbrez temu co piszesz, bardzo rzeczową nie zaś zawikłaną, argumentację krytyki.
    I ustalmy, że liberałom nie jest po drodze z lewicą w sprawie np. tolerancji, której normy lewica chce wpoić, narzucić społeczeństwu, podczas gdy liberałowie z determinacją, szukają dróg wolności oraz postawy otwartości na innych, wciąż potykając się o szereg pułapek oraz autoiluzji, co do słuszności swoich działań.

  • Tomasz Kłosiński

    Lewica podobnie jak konserwatyści próbują swoje wzorce moralności narzucić społeczeństwu. Istotą liberalizmu jest mentalność otwarta, a więc umiejętność dyskutowania z różnymi opcjami. Istotą liberalizmu jest wolność – także ta, która pozwala nam wybrać samemu co uważamy za moralne, a co nie. Liberał uważa, że to on powinien przekazać swoim dzieciom zasady etyczne według których powinny żyć, a nie państwo przymusową edukacją-indoktrynacją i innymi narzędziami inżynierii społecznej.

    Liberał uważa, że mamy prawo wyboru: mieć po drodze z lewicą, konserwatyzmem czy też jeszcze czymś innym. Liberał przede wszystkim sprzeciwia się narzucaniu jednostce czegokolwiek, stara się pozostawić jej możliwie szerokie pole wyboru.

    Liberalizm to jest po prostu tolerancja, wybór, wolność. Uważam się za liberała będąc katolikiem i pozostając wierny zachowawczej, tradycyjnej moralności.

  • Tomasz Kłosiński

    Nie podoba mi się też to, Panie Leszku, że opisuje Pan polskie społeczeństwo tak, jakby jego wybory polityczne były racjonalne. Polacy w 75% określając się jako prawicowcy, a w 50% popierają legalizację abrocji. Polacy głosują na zmianę: raz na partię lewicową, raz na prawicową. Polaków największym autorytetem moralnym jest Jan Paweł II, a nie znają jego żadnego pisma, w ogóle nie wiedzą kim był i co robił, ani jakie miał poglądy. Polacy w 90% sprzeciwiają się małżeństwom homoseksualnym, a są w stanie głosować na SLD przy sprzyjających okolicznościach.

    Polacy nie mają poglądów, Polacy są nieracjonalni, Polacy ulegną populistom. Polacy poprą lewicę nawet jeśli się z nią nie zgadzają.