Drobne ministra Zdrojewskiego

Drukuj

Bogdan Zdrojewski został zesłany przez zarząd Platformy na pierwsze miejsce listy do europarlamentu. Za karę będzie co miesiąc przytulał ok. 40 tys. złotych. Akurat tyle, żeby w pięć miesięcy zrównało się z dotacją, jaką na odchodne postanowił przyznać Świątyni Opatrzności, przebranej za muzeum Wielkich Polaków. Skromne 200 tys. złotych to wprawdzie pestka wobec 44 milionów jakie MKiDN przelało już na konto Archidiecezji Warszawskiej od 2008 roku, ale nawet taki drobny gest należy przyjąć z uznaniem.

Minister okazał postawę niezależną. Nie ugiął się przed zarzutami NIK-u, który zakwestionował prawne podstawy dotacji dla Archidiecezji Warszawskiej w 2012 roku, nie uląkł się prokuratury, która wszczęła śledztwo w sprawie 44 milionów, którymi minister krzewił kulturę w Archidiecezji. Prokuratura sprawdza, czy bliżej nieokreśleni funkcjonariusze z ministerstwa mogli tę jakże symboliczną sumkę przekazać Kk (Kościołowi katolickiemu) z naruszeniem art. 231 kk (Kodeksu Karnego).

Minister słusznie uznał, że ani prokuratura, ani społeczne oburzenie nie mogą stać na drodze dla jego misji, jaką jest wspieranie kultu(ry) i na odchodne rzucił odważnym gestem na tacę drobne 200 tys. złotych. Nie ze swoich wprawdzie. Ale przecież stać go!

Tyle szczęścia w procesie odwoławczym nie miało niestety pismo LIBERTÉ!, którego jestem redaktorem naczelnym. W roku 2014 nie otrzyma dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Z całą pewnością nie ma to nic wspólnego z organizacją protestu przeciwko finansowaniu z budżetu ministerstwa Świątyni Opatrzności Bożej i złożonym zawiadomieniem do prokuratury. A nawet gdyby, to należało się nam, bo taką małostkowość i nazwijmy, sprawy po imieniu, najzwyklejszą zawiść należy przykładnie karać. Kultura zobowiązuje!

Czytaj również