Donald „Śmiały”/„Wstydliwy”*

Drukuj

Tusk, sięga jak najdalej, próbując zagarnąć jak najwięcej dopóki jego przywództwo jest niekwestionowane, kiedy cała kadencja jest na razie w sferze potencjalnej, kiedy jeszcze wszystko jest możliwe.

Jak powiedział we wczorajszym popołudniu TOK FM Andrzej Jonas chyba jeszcze tak bardzo nie oczekiwano na expose premiera, premiera dodajmy posiadającego największą władzę i najmocniejszą osobistą pozycję ze wszystkich, którzy po 89 roku rządzili Polską. Chyba to jest główny powód tego wyczekiwania, bo w zasadzie po urzędującym drugą kadencję prezesie rady ministrów powinniśmy wiedzieć czego się spodziewać. Premier właściwie z nikim się nie konsultuje, przecieki, które się pojawiają to zapewne przecieki kontrolowane. To, że właściwie do ostatniej chwili nie wiadomo kto znajdzie się na jakim stanowisku w rządzie, że wciąż pojawiają się nowe spekulacje, że teoretycznie druga osoba w PO czyli Grzegorz Schetyna musi udawać przed swoimi zwolennikami i dziennikarzami, że ma choć cień pojęcia jaką rolę odegra w nowym rozdaniu (że ma na to jakikolwiek wpływ udawać nawet nie próbuje), że premier jednoosobowo „rzuca na odcinek” klubu, sejmu czy rządu – świadczy to o bezprecedensowym zakresie władzy jaką zdobył Donald Tusk, nawet jeśli w dużym stopniu jest to władza nieformalna.

Z faktu, że opromieniony świeżym zwycięstwem Tusk chętnie z tej nowej władzy korzysta nie wynika wcale, że poczuł się w polskiej polityce kanclerzem,  udzielnym księciem, który nie liczy się już z nikim i niczym. Dzisiejsza manifestacja siły antycypuje jutrzejszą słabość. Tusk, sięga jak najdalej, próbując zagarnąć jak najwięcej dopóki jego przywództwo jest niekwestionowane, kiedy cała kadencja jest na razie w sferze potencjalnej, kiedy jeszcze wszystko jest możliwe. Tusk szykuje się na ciężkie czasy, zdaje sobie sprawę, że tak dobrze jak dziś nie będzie miał już nigdy. Na razie poza spekulacjami nie widać żadnych przesłanek do tego, żeby sytuacja gospodarcza Polski miała się nagle drastycznie pogorszyć, o ile nie zrealizują się jakieś katastrofalne scenariusze, które jednak spełniają się rzadko, bo najczęściej katastrofy przychodzą z zaskoczenia.

Tusk wbrew pozorom nie ma tak stabilnej sytuacji jak w poprzedniej kadencji, koalicja ma zaledwie kilkuosobową większość, co oznacza, że reprezentacja parlamentarna PO nie musi być wcale bezwolną maszynką do głosowania ponieważ nawet kilka głosów „robi różnicę”. Bardzo wiele zależy też od postawy ludowców. Poprzednia koalicja była właściwie bezalternatywna (przy jednoznacznie wrogim PO, nastawionym wyłącznie na taktyczne korzyści dla partii przywództwie Napieralskiego i – wiadomo jakim – PiSie). W tym sejmie SLD nie wystarcza wprawdzie do większości, ale może się okazjonalnie przydawać przy kłopotach czy to z PSLem czy z frakcją konserwatywną, jest też przede wszystkim Palikot, który deklaruje przynajmniej daleko idące poparcie dla ewentualnych modernizacyjnych propozycji rządowych. Łatwo jest dokonywać wyboru kiedy jest on pochodną konieczności. Kiedy pojawiają się różne warianty sytuacja staje się bardziej niestabilna, przez sam fakt ich istnienia. Jeśli dodać do tego poważne osłabienie PiSu przez odejście frakcji Ziobrystów, czego długotrwałych skutków wciąż nie można wiarygodnie oszacować, ale co może w konsekwencji oznaczać, że PO straci swoją dotychczasową niekwestionowaną pozycję obrońcy Polski przed kaczyzmem (wygląda na to, że może nie być przed czym bronić), to okaże się, że Tusk powinien wręcz marzyć, żeby jego jedynym problemem było zwykłe znudzenie starą władzą, zużywanie się rządów, na to zresztą najłatwiejszą receptą jest tego rządu rekonstrukcja (z czego premier korzystał raczej dość oszczędnie, o ile pominąć konsekwencje afery hazardowej).

Robert Krasowski w wywiadzie dla Liberté!, który opublikujemy w X numerze powiedział, że Tusk ma świadomość zarządzania zaledwie prowincją, krajem, który nie decyduje samodzielnie o swoich losach, że może dostarczyć nam co najwyżej iluzji suwerenności, stabilności, spokój społeczny. Tusk z tego zadania wywiązywał się jak dotąd znakomicie. Problem w tym, że i w prowincjach zdarzają się spektakularne bunty, które obalają nieudolnych namiestników.

*Niepotrzebne skreślić

Czytaj również